Przejdź do głównej zawartości

Podlaska Pohulanka


Ludzie mówili potem, że to był jakiś dziki kordon, że demony przeleciały przez wieś w rozbłysku światła i huku ogromnym. Ponoć podwórkowe burki tego dnia, już od rana krążyły niespokojnie po zagrodach a wieczorem wszystkie pochowały się w najciemniejsze kąty. Ludziska nie wiedzieli o co chodzi ale wyczuli, że bezpieczniej pogasić tej nocy światła, pozamykać okiennice i broń Boże się nie wychylać. 






A dziki tabun przetoczył się w tamtych dniach przez całe Podlasie, zostawiając za sobą opadający kurz. Dni były gorące a ziemia spękana na wiór. Nikt kto ich widział nie pozostał obojętny i każdy zastanawiał się za czym tak gnają.





- Panie runo żem zbierał jak stanęli w lesie przy drodze, kilkunastu ich było a okuci w zbroje i hełmy, na rumakach stalowych a ogromnych i ryczących. Schowałem się w dole bo groza mnie jaka zdjęła, ale udało mi się usłyszeć jak mówili - ogień, ciśniemy dalej, nie ma za czym stawać - i ziemia zadrżała i zniknęli, a hałasu narobili co nie miara. Czy czego szukali nie wiem, ale wolałbym ich więcej nie spotkać. 






Zaiste z rzadka odpoczywali i zsiadali ze swoich stalowych rumaków. Prawie nie dawali im wytchnienia. Po pierwszej nocy przelatywali przez wsie tylko za dnia, nocami znikali i każdy się zastanawiał czy to już koniec. 



A potem zniknęli całkowicie, jak ręką odjął dnia szóstego już się nie pojawili i nikt ich więcej nie widział. Nie łatwo jednak ludziska po wsiach wrócili do normalnego życia. Jeszcze przez wiele dni nocami zamykali okiennice i obserwowali bacznie zachowanie swoich psów. Za dnia zaś czuli w środku jak żołądek im ściska ilekroć gdzieś znad drogi na horyzoncie chmura kurzu się podnosiła. 










Po kilku tygodniach życie wróciło do normy i wszystkim się zdawało, że to jakiś sen musiał być, mara zbiorowa. Wpływ księżyca może, wiadomo przeto, że czasem dziwne rzeczy się ludziom zdają jak łysy w pełni na niebie świeci. Zapomnieli nawet, że pełni jeszcze wtedy nie było. Nie wiedzieli, jednak, że pohulanki takie lubią się zdarzać cyklicznie.








Zdjęcia: Ernest Jóźwik PRZEZSWIAT.EU

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pod Kazbekiem

Dojazd po zmroku do kościoła Cminda Sameba stanowi pewne wyzwanie. Droga jest w zdecydowanie gorszym stanie niż to co mogliśmy spotkać jadąc do Omalo. Egipskie ciemności też nie ułatwiały sprawy. Poza tym w ogóle nie mieliśmy tu tego wieczora jechać.

Gruzja - na czaczy do Ushguli

Pojechaliśmy do Swanetii na trekking, taki dłuższy kilkudniowy z całym dobytkiem na plecach. Jest tu taki polecany, z Mestii do Ushguli, 3 - 4 dni. Nawet dobrze zaczęliśmy wychodząc z miasteczka właściwą drogą. Tylko potem coś poszło nie tak...