Przejdź do głównej zawartości

Posty

Bliskie spotkania z kubańskim transportem

Dworzec kolejowy w Sancta Clara jest ładnym, odrestaurowanym budynkiem w stylu kolonialnym. W środku kilkanaście rzędów siedzeń dla oczekujących podróżnych. Tylko nikt nie czeka. Jest całkowicie pusto. Poza patrolem policji i pracownikiem w kasie biletowej. Nagle słyszymy trzask i z głośnika wydobywa się stłumiony dźwięk. Ludzki jakby, ale nic nie da się z tego zrozumieć. To chyba taka tradycja łącząca dworce kolejowe krajów socjalistycznych (w większości już byłych) na całym świecie.
Najnowsze posty

Dolina Vinales

- Aby rozpoznać dobre, oryginalne cygaro trzeba posłuchać czy w środku szeleści, czyli czy jest dobrze wysuszone. Trzeba w nie dmuchnąć - jego warstwy pod wpływem powietrza powinny się ruszyć, wypełnić. W trakcie palenia zaś powinno spalać się na biały popiół. - Drewnianą, pokrytą dachem z metalowych płyt, stodołę wypełniają rozwieszone aż po sufit suszące się liście tytoniu.

Podróż do kraju rewolucji

Trochę nie wiem jak mam się ustosunkować do tego co widzieliśmy i czego doświadczyliśmy na Kubie. Z jednej strony mógłbym zasypać Was dziesiątkami pocztówkowych widoczków, a z drugiej te wszystkie plaże z katalogów, kolonialne kamienice czy odpicowane amerykańskie krążowniki są tak odległe od kubańskiej codzienności, że prawie szczypią w oczy. Chociaż wierzę i jestem przekonany, że można tam pojechać w ramach jakiegoś all inclusive i wrócić szczęśliwym i w pełni zadowolonym, pewnie nawet nie potykając się o rzeczywistość. My się o tę rzeczywistość jednak kilka razy potknęliśmy. Ale o tym w kolejnych wpisach.

Na lodowym pustkowiu

Niby wszystko powinno być dobrze, jest płasko, równo, po kilkunastu minutach śpiwór się ogrzewa temperaturą naszego ciała więc jest też przyjemnie ciepło, a jednak zasnąć jest jakoś ciężko. Ucho od podłoża dzieli jedynie grubość materaca, a to nie wystarcza, by nie słyszeć.

Pod Kazbekiem

Dojazd po zmroku do kościoła Cminda Sameba stanowi pewne wyzwanie. Droga jest w zdecydowanie gorszym stanie niż to co mogliśmy spotkać jadąc do Omalo. Egipskie ciemności też nie ułatwiały sprawy. Poza tym w ogóle nie mieliśmy tu tego wieczora jechać.

Cisza nad Tuszetią

Omalo brzmiało jak tajemnica. Chodziło za mną już od kilku dobrych lat, od czasów kiedy prawie dojechaliśmy tam na motocyklach. Z tym, że prawie to jednak za mało. Być tak blisko i nie mieć czasu by sięgnąć po to co jest na wyciągnięcie ręki. Zostało gdzieś z tyłu głowy od czasu do czasu lekko podszczypując. Wiedziałem, że skoro wracam do Gruzji to tym razem muszę tam dotrzeć.

W cieniu Uszby

Gdyby diabeł chciał wyłonić się z piekła i głową przebić skorupę ziemską, ale jednak w pewnym momencie stwierdziłby, że ziemski klimat jest dla niego za ciepły, śmiem twierdzić, że wyglądałby jak Uszba. Legendy mówią, że zamieszkiwała ją Dali - bogini łowów. I Uszba tak wygląda, jakby chciała człowieka złowić i już nie wypuścić.